O Firmie

„Wszystko czego dotykamy zmienia się w złoto”

Kiedy prawie 40 lat temu rozpoczynałem pracę w ramiarni na Braniborskiej we Wrocławiu nie wydawało mi się że stało się coś wyjątkowego, nie szalały planety, nie było słychać diabelskiego hihotu, było normalnie, praca jak praca a jednak, wkręciłem nogawkę i tak zostało. Magicznie zrobiło sie później. Potem otwieraliśmy wspólnie z Józkiem Kowalikiem i moją późniejsza żoną Anią pierwszą własną pracownię na ulicy Mikołaja, potem na Ruskiej, na Więziennej i w końcu na ulicy Bolesława Chrobrego 28. To już była niezła jazda. Stawaliśmy się kapitalistami w socjaliźmie, wychodziliśmy na wolność. Ramiarstwo i pozłotnictwo dwa bliskie sobie zawody stały się naszą codziennością. Codziennie wykonywaliśmy usługi, rzeczy materialne, rzemiosło artystyczne i codziennie nasi klienci za naszą pracę płacili.

Nauka zawodu na początku nie wyglądała na nic trudnego. Dzisiaj wiem że było to tylko złudzenie. Te zawody nie mają dna do którego by można było dotrzeć. A właściwie mają, specjalizacje które każda oddzielnie mogła by być zawodem.

Zajrzyjcie na stronę „techniki” Tam prawie za kążdą z technik, metod zdobienia kryje się zawód, profesja , w każdej można dochodzić do perfekcji i wiadomo że nikt nie może dobrze wykonywać wszystkich razem, nie starczy życia.

Można popatrzeć na pozłotnictwo jak na jakieś cyrkowe wulgarne sztuczki mające w sobie coś z jarmarku. Midasowe przekleństwo, zmieniać wszystko co popadnie na złoto, tylko dlaczego, po co?. Ale warto zobaczyć w nim także trochę magii transmutacji do której pozłotnictwu zawsze było blisko. Wystarczy nie widzieć złota tylko dostrzec światło i wszystko się zmienia. Przeczytajcie tekst Ryszarda Sawickiego „Waga złota”, trafia dokładnie w punkt.

 

Poczytajcie także o nowszej historii, o tych dzięki którym mogliśmy się tego zawodu uczyć. O pozłotnikach ze Lwowa z Wrocławia i innych miast.

Będziemy też uzupełniać informacje, bibliografię zawodową by każdy ciekawy mógł poszukać tego co go interesuje.

Ta strona w założeniu nie miała być tylko o tym co już zrobiliśmy i co możemy jeszcze zrobić . To jest strona o pozłotnictwie. Dlatego na stronę firmową, na ramy daliśmy oddzielny link.

 

 Ramy-Domański

[/et_pb_text][/et_pb_column][/et_pb_row][/et_pb_section][et_pb_section admin_label=”section” transparent_background=”on” allow_player_pause=”off” inner_shadow=”off” parallax=”off” parallax_method=”off” padding_mobile=”off” make_fullwidth=”off” use_custom_width=”off” width_unit=”on” make_equal=”off” use_custom_gutter=”off” gutter_width=”3″][et_pb_row admin_label=”row”][et_pb_column type=”4_4″][et_pb_text admin_label=”Tekst”]

Kiedy prawie 40 lat temu rozpoczynałem pracę w ramiarni na Braniborskiej we Wrocławiu nie wydawało mi się że stało się coś wyjątkowego, nie szalały planety, nie było słychać diabelskiego hihotu, było normalnie, praca jak praca a jednak, wkręciłem nogawkę i tak zostało. Magicznie zrobiło sie później. Potem otwieraliśmy wspólnie z Józkiem Kowalikiem i moją późniejsza żoną Anią pierwszą własną pracownię na ulicy Mikołaja, potem na Ruskiej, na Więziennej i w końcu na ulicy Bolesława Chrobrego 28. To już była niezła jazda. Stawaliśmy się kapitalistami w socjaliźmie, wychodziliśmy na wolność. Ramiarstwo i pozłotnictwo dwa bliskie sobie zawody stały się naszą codziennością. Codziennie wykonywaliśmy usługi, rzeczy materialne, rzemiosło artystyczne i codziennie nasi klienci za naszą pracę płacili.

Nauka zawodu na początku nie wyglądała na nic trudnego. Dzisiaj wiem że było to tylko złudzenie. Te zawody nie mają dna do którego by można było dotrzeć. A właściwie mają, specjalizacje które każda oddzielnie mogła by być zawodem.

Zajrzyjcie na stronę „techniki” Tam prawie za kążdą z technik, metod zdobienia kryje się zawód, profesja , w każdej można dochodzić do perfekcji i wiadomo że nikt nie może dobrze wykonywać wszystkich razem, nie starczy życia.

 

Pozłotnictwo pozwoliło mi także na inną zabawę. Nikt wcześniej nie napisał jego polskiej historii. Mogłem się pobawić w historyka. Właściwie czasami myślę; że może nikt nie pisał dlatego że nikogo to nie interesuje, że pisałem tylko dla siebie. Ale nawet wtedy było fajnie. Polskie kowalstwo , stolarstwo, snycerstwo i inne, wszystko już wiadome, opisane a tutaj ziemia nieznana. Odkrywałem ten świat z coraz większym zdziwieniem. Dlaczego nikt wcześniej nie zajmował się w Polsce początkami pozłotnictwa w Starożytnym Egipcie, dlaczego nikt nie pytał kiedy się ten zawód u nas pojawił , kiedy stał się oddzielnym rzemiosłem? Przecież klepanie cienkich blach ze złota i złocenia było jedną z pierwszych technik złotniczych. Sięga swoimi początkami neolitu. Niewiele zawodów ma taką historię i cieszę się że mogłem ją samotnie odkrywać.

 

Można popatrzeć na pozłotnictwo jak na jakieś cyrkowe wulgarne sztuczki mające w sobie coś z jarmarku. Midasowe przekleństwo, zmieniać wszystko co popadnie na złoto, tylko dlaczego, po co?. Ale warto zobaczyć w nim także trochę magii transmutacji do której pozłotnictwu zawsze było blisko. Wystarczy nie widzieć złota tylko dostrzec światło i wszystko się zmienia. Przeczytajcie tekst Ryszarda Sawickiego „Waga złota”, trafia dokładnie w punkt.

 

Poczytajcie także o nowszej historii, o tych dzięki którym mogliśmy się tego zawodu uczyć. O pozłotnikach ze Lwowa z Wrocławia i innych miast.

Będziemy też uzupełniać informacje, bibliografię zawodową by każdy ciekawy mógł poszukać tego co go interesuje.

Ta strona w założeniu nie miała być tylko o tym co już zrobiliśmy i co możemy jeszcze zrobić . To jest strona o pozłotnictwie. Dlatego na stronę firmową, na ramy daliśmy oddzielny link.

 

 Ramy-Domański

[/et_pb_text][/et_pb_column][/et_pb_row][/et_pb_section]